X
 

     

Wątki

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Koledzy gwarzyli tak d�ugo, a� Burow wsta� i rzek�: Musz� iS�.Jestem dziS wyznaczony do zrewidowania ró�nych podejrzanych miejsc.W�adze obawiaj� si�, czy nie run� dachy na g�owy goSci tak bardzo po�ytecznych instytucyj.Mo�e chcecie, to pójdziemy razem? Warte obejrzenia!.Grzegorz odmówi�, lecz Piotr zgodzi� si� natychmiast.Wyszli na miasto i wst�pili do biura milicji.Burow skin�� na trzech drabów, graj�cych w karty na �awce. Moi podkomendni!  szepn��, mru��c oko. Powiadam ci, kolego, ch�opy naschwa�!Przetar�o, ugniot�o ich �ycie , jak piekarz ciasto.Zdaje si�, �e przed wojn� p�dzili �ywotw katordze.Zbrodniarze, no, a teraz  agenci bezpiecze�stwa publicznego!Draby tymczasem ubierali si�, zaci�gaj�c rzemienie z wisz�cemi na nich rewolowerami,i przyczepiali szable.W pobli�u mostu Kuxnieckiego Burow zatrzyma� si� przed ciemnym domem dwupi�tro-wym i zapuka� do drzwi.D�ugo nikt nie odpowiada�.Po trzecim dzwonku rozleg� si� tupot bosych nóg na schodach.Drzwi, spuszczone na �a�cuch, uchyli�y si� i wyl�k�a twarz zajrza�a w szpar�. Otwieraj, bo strzel�!  mrukn�� jeden z milicjantów, przyciskaj�c nog� drzwi.Weszli n(po schodach na drugie pi�tro i zadzwonili znowu.KtoS przekr�ci� mosi�ne oczko we drzwiach i rozleg� si� g�os: Ach, towarzysz Burow!Weszli do sieni, a stamt�d do du�ej sali, rz�siScie oSwietlonej lampkami acetylenowemi.Okna by�y szczelnie zas�oni�te grubemi draperjami  na pod�odze le�a� wspania�y, puszy-sty kobierzec, t�umi�cy kroki.Oko�o stu goSci by�o na sali.297 Grali w karty, ruletk�, domino.Kupy z�otych monet, ca�e garScie brylantów i drogich kamie-ni, pierScionków, bransoletek, paczki dolarów i funtów angielskich przechodzi�y z r�k do r�k.Wystrojone, obwieszone klejnotami, pó�nagie kobiety w pozach wyuzdanych siedzia�y i le-�a�y na kanapach i w fotelach, bezczelne, wyzywaj�ce.Nagie dziewczynki roznosi�y szam-pan, likiery i kaw�.Od czasu do czasu ten lub ów z goSci dawa� znaki oczami i znika� z jedn� z kobiet w g��bikorytarza; inni szeptali coS do ucha us�uguj�cym dziewczynkom i przechodzili z niemi dobocznych pokoi.Gra�a pianola w ma�ej salce, ta�czy�y jakieS pary; miota�y si� i podrygiwa�y rozpustne, lu-bie�nie przy wybuchach Smiechu i okrzykach podchmielonych widzów. Co to jest?  szepn�� Piotr, dotykaj�c ramienia Burowa. Dla ciebie  wszystko, co chcesz, dla mnie   z�ota krowa !  odpar� ze Smiechem.Jednak, jako dawny kolega, ostrzegam: nie graj, bo tu szuler siedzi przy szulerze; u mi�oSci�te� nale�y by� ostro�nym.Ot, naprzyk�ad! Widzisz t� pi�kn�, groxn� brunetk�? Jest to ksi�-na, najprawdziwsza ksi�na z bardzo starej rodziny.Na dworze cesarskim triumfy zbiera�a.Nie zd��y�a zemkn�� zagranic�, przesz�a  czeka i wszystko, co jest z ni� zwi�zane.Spró-bowa�a ulicy.a póxniej odnalaz�a ten przytu�ek, utrzymywany przez cudzoziemca, bardzorz�dowi potrzebnego.Ksi�na jest chora.no, wiesz na jak� chorob� mo�na by� chor� w ta-kim zak�adzie.Nie leczy si� i, je�eli zawita tu jakiS komisarz, skusi biedaka i.zarazi.Zwie-rza�a mi si� kiedyS po pijanemu, �e teraz tylko w ten sposób mo�e si� mSci� za Rosj�.Patr-jotka! Cha! Cha! Te kobiety mieszkaj� tu?  spyta� Piotr. Nie!  zaprzeczy� milicjant. JesteS na bankiecie, czy raucie u ormia�skiego bogaczaz Turcji, Awanesa Kustand�i, wSród jego przyjació� i goSci.Widzisz tamten stolik przy oknie?Tam szulerzy przegrywaj� w tej chwili tysi�ce dolarów do tego czerwonego wieprza.Jest tofabrykant niemiecki.Wygra� du�o, a biedaczyna nie wie, �e przegra wszystko, co zarobi�w Rosji, bo sprzeda� du�� partj� aspiryny, salwarsanu, opjum i kokainy.W tem jest politycz-na idea, mój drogi! Mamy  nep , czyli now� ekonomiczn� polityk�.Dopuszczamy cudzo-ziemskie kapita�y, ale dochody z nich, o ile nie mo�na ich skonfiskowa�, zarekwiruj� w spo-sób  prywatny szulerzy, lub te pi�kne, a niebezpieczne odaliski, wko�cu zaS dostojny Ku-stand�i zerwie swój haracz.Piotr Bo�dyrew obejrza� si� po sali.Przy wejSciu milicjanci Burowa pili koniak i zajadali chlebem z kie�bas�.Przy stolikach sz�a gra, kr��y�y pieni�dze, brylanty i szklanki z winem; ma�e, nagie dziew-czynki siedzia�y na kolanach goSci i bezwstydnie tuli�y si� do nich, dziecinnemi g�osikamiSpiewaj�c sproSne piosenki i opowiadaj�c ohydne anegdotki.Po sali przechadza� si� uSmiechni�ty Kustand�i, ogromny, do s�onia podobny Ormianin.Na lSni�cej si� twarzy, okrytej czerwonemi plamami i wrzodami, zwisa� gruby, fioletowynos, zas�aniaj�cy wierzchni� warg�.Ma�e, czarne i przebieg�e oczy Swieci�y si� drapie�nie,wszystko widz�c, nad wszystkiem czuwaj�c.Podszed� do Burowa i rzek� piskliwie: DziS marny dzie�.�adnego zarobku! Widz�!  odpar� weso�o milicjant. Oszcz�dz� was, towarzyszu, na dzisiaj! Zap�aciciemi tylko trzysta dolarów.Bagatelka, wobec tego, �e Niemiec Brandt zostawi u pana dwadzie-298 Scia pi�� tysi�cy dolarów, a ten m�ody Amerykanin Savey, co to pi�knie ta�czy i gwi�d�e.co najmniej pi��dziesi�t tysi�cy.A inni? A to, co przewinie si� przez gabineciki i czarny bu-duar pi�knej pani Kustand�i?.Nie! Trzysta dolarów  to drobiazg. Aj  aj  aj!  zapiszcza� Ormianin. Towarzyszu, pr�dko b�dziecie miljonerem, jakRotschild! Wtedy do was na bankiet i raut nie przyjd�!  odpar� Burow, klepi�c gospodarza po ra-mieniu.Kustand�i wcisn�� di kieszeni kurtki milicjanta paczk� banknotów. Napisz� protokó�, �e dokonana rewizja nie wykry�a nic karygodnego  rzek� Burow.Chc� pokaza� memu przyjacielowi wasz pa�acyk, towarzyszu Kustand�i! Bardzo prosz�! Mo�e winka, koniaczku?  zaproponowa� Ormianin. Nie, dzi�kujemy.jesteSmy abstynentami surowymi!  zaSmia� si� Burow. Aj  aj  aj! Napró�no!  cmokaj�c g�oSno, mrukn�� Kustand�i. Mo�e jutro ju� �y� nieb�dziecie, poco si� kr�powa�.Aj  aj  aj!Ormianin pobieg� na spotkanie nowych goSci.Byli to jacyS zupe�nie proSci ludzie, a ich groxne, drapie�ne twarze i Smia�e oczy zwraca�yna siebie uwag�. Chi  chi!  cicho zaSmia� si� Burow. Weso�o tu dziS b�dzie! Przybyli bandyci, a ciz nimi sam herszt Cze�kan.Nie bój si�! Nikogo rabowa� nie b�d� ci d�entelmeni.Wczorajuda�a si� im pewna dochodowa impreza.Przyszli si� rozerwa�, gra� w karty, hula�, bo comaj� robi� z pieni�dzmi? I tak jutro wpadn� w r�ce  czeki ; sami pójd� pod mur, a pieni�-dze, je�eli coS zostanie z nich,  do kieszeni towarzysza Guzmana, prezesa tej wielce sza-nownej instytucji! O ile zrozumia�em, to Kustand�i da� ci.�apówk�?  szeptem zapyta� Bo�dyrew. Fi, jakie bur�uazyjne s�owo!  odpar� ze Smiechem Burow. Zap�aci� mi okup.A có� ty my-Slisz, �e ja ca�e �ycie zamierzam sp�dzi� w tem bagnie komunistycznem? O, nie, mój drogi! Uciu-�am sobie kilka tysi�cy dolarów i drapn� zagranic�.DoS� ju� mam tych zbrodniarzy i oszustów?Piotr z podziwem patrzy� na koleg�.Pycie i jego ugniot�o i przerobi�o na swoj� mod��, inaczej, ni� jego brata Grzegorza i rodzin� Sergejewych. Nie s�dx, a nie b�dziesz os�dzony.Spyta� koleg� ju� spokojnym g�osem: Jak to mo�e by�, �e bandyci wchodz� do lokalu, w którym znajduje si� milicja? Cha  cha! Oni wiedz�, �e Kustand�i ju� t� spraw� za�atwi spokojnie!  zaSmia� si�Burow. Ale chodxmy! Poka�� ci lokal.Wart jest obejrzenia! Jestem przekonany, �e nic po-dobnego nie istnieje na ca�ym Swiecie.Mo�e w Buenos Ayres, bo Kustand�i przysi�ga, �enaSladowa� najlepsze wzory argenty�skie.MySl� jednak, �e ��e.Szli d�ugim korytarzem.Z obu stron jego ci�gn�y si� pokoje, wspaniale przybrane kobier-cami, wschodniemi tkaninami, wzorzystemi poduszkami, zwierciad�ami.Drzwi, zas�oni�teprzezroczystemi draperjami, pozwala�y widzie� wszystko, co si� dzia�o w pó�ciemnych przy-tu�kach rozpusty [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mikr.xlx.pl
  • Powered by MyScript