[ Pobierz całość w formacie PDF ] .Zapamiętał z grykomputerowej, że padający na najbliższą taflę obraz postaci jestzłudą, jedynie refleksem innego, który również odbijało kolejnelustro.Wyciągnął zza siebie strzelbę i strzelił w lustro po prawej.Szklana tafla rozprysła się na setki kawałków.Zamigotały i wbiły się lustrzanymi kolcami w przykrytystyropianem sufit.Drugi strzał trafił w kolejną taflę, którawybuchła w błyskającą krótkimi refleksami mgłę.Trzeci po-cisk uderzył Cichosza w pierś.Nim ze sparaliżowanych dłoni Piotra wypadł pistolet,czwarty pocisk rozwalił mu pół twarzy.Krew trysnęła stru-mieniem z rozerwanej tętnicy szyjnej.Godzina 18.46Maks wpadł do sali, w której leżała Tamar.Była przytomna.- Już wszystko w porządku - szepnął uszczęśliwiony.-Zaraz cię uwolnię.Znalazł plastry.Zrobił tampony.Wyciągnął igły z jej szyi inałożył opatrunki.Kiedy wreszcie usiadła uwolniona z więzów,wyciągnęła do niego ramiona.Przyciągnął ją mocno, a onawtuliła się w niego wystraszona.Siedzieli chwilę nieruchomo.Był szczęśliwy, czując jejoddech na swoim policzku.Za oknem zobaczył szybującegołabędzia.A może jego papierowy ptak wreszcie wzbił się dolotu?Na piętrze zatrzymała się winda.Maks usłyszał za plecamitupot nóg.Na salę wbiegło kilku antyterrorystów w czarnychmundurach i maskach na twarzach.Dowódca z kryminalnegopowstrzymał ich, gdy wymierzyli lufy w Maksa i Tamar.Chwilę pózniej powiedziano im, że Adam Sarnecki zostałznaleziony zamknięty w jednej z piwnic szpitala onkologicz-nego.Uwolniony, wyjaśnił, że uwięził go tam znajomy córki.- To Cichosz - wyjaśniła Tamar.- Mnie powiedział, żejeśli chcę zobaczyć ojca żywego, to mam przyjechać do GlobalPlaza.- Ze ściągnięciem mnie tutaj też nie miał kłopotów.- Maksskrzywił usta z ironią.Gdyby ich zabił, mógł być spokojny o swoją przyszłość.Przecież nikt by nie szukał trupa.W starym życiu byłby boha-terem, a w nowym - bardzo bogatym człowiekiem.Maks i Tamar wsiedli do windy, trzymając się za ręce.Kiedy zjechali na dół, zobaczyli wycelowane w siebie pistoletyludzi z brygady antyterrorystycznej.Do Maksa podszedł Mateusz.Miał dziwny wyraz twarzy inie patrzył Tamar w oczy.- Maksymilian Werben?- W czym problem?- Jest pan aresztowany pod zarzutem zamordowaniaczterech kobiet - powiedział i gdy zaskoczonemu Maksowizatrzaskiwano kajdanki na rękach, beznamiętnie recytowałformułkę aresztowania.- Mateusz, o co chodzi? - Tamar była w szoku.Funkcjonariusz popatrzył na nią obojętnie.- DNA pobrane z włosa znalezionego w ustach ostatniejofiary Francuza zgadza się z DNA Maksa Werbena.PosłowieUważny Czytelnik zapewne zauważy, że we fragmentachtekstu, które opisują świat Alter World, posłużyłem się cyta-tami z powieści Stanisława Lema, Arthura C.Clarke'a orazIsaaca Asimova.Od dziecka byłem fanem światów, które oniwykreowali.Dzięki Alter World mogłem na chwilę podróżo-wać w ich towarzystwie.Zabieg wplecenia w powieść orygi-nalnych tekstów nadał owym światom stylistycznej odmien-ności i stał się, według mnie, interesującym kontrapunktem doksiążkowej codzienności.Ponieważ owe cytaty musiały być przystosowane do potrzebpowieści, stąd zmiany w imionach bohaterów i na przykładwymuszone cięcia, które pozwoliły złożyć całość tekstu wformalną jedność.W efekcie ów kolaż artystyczny stał się zabawą literacką dlafanów gatunku oraz moim głębokim ukłonem w stronę mi-strzów wyobrazni.Paweł Mirosław SzlachetkoBibliografia1Biblia Tysiąclecia, Apokalipsa św.Jana 20:72Arthur C.Clarke, Odyseja kosmiczna 2001.Tłum.Jędrzej Polak,Wydawnictwo Poznańskie, 1950 r., s.503Olaf Szewczyk, Masakra w układzie B-R5RB. Polityka , nr 9(2947), 26 lutego 2014 r.4Arthur C.Clarke, Odyseja.op.cit., s.505Isaac Asimov, Koniec wieczności.Tłum.Adam Kaśka, Iskry, 1969r., s.56Ibidem, s.97Stanisław Lem, Astronauci.Biblioteka Gazety Wyborczej, 2009 r.,s.338Stanisław Lem, Solaris.Biblioteka Gazety Wyborczej, 2008 r, s.59Ibidem, s.610Ibidem, s.711Ibidem, s.812Stanisław Lem, Astronauci, op.cit., s.27913Ibidem, s.28214Ibidem, s.286W książce wykorzystano m.in, informacje zawarte na stronach:http://blood-luna.org/vpage/2385/wywiad-z%5Bwspolczesnym%5D-wampirFragment artykułu tłum, dla serwisu blood-luna.org, pochodzi zestrony: https://xeper.org/pub/pub_dw_vampyres.htmlDowcip o samochodzie, którego przypilnowanie oferuje ulicznylump, jest anegdotą z życia Leona Niemczyka.Spis treściPoranek.13 czerwca 2008 roku 11Miesiąc pózniej 30SZEZ LAT P�yNIEJZwit.10 czerwca - 23 dni 35Poranek.10 czerwca - 23 dni 56Popołudnie.10 czerwca - 23 dni 8311 czerwca - 22 dni 10112 czerwca - 21 dni 11313 czerwca - 20 dni 12814 czerwca - 19 dni 14515 czerwca - 18 dni 15816 czerwca - 17 dni 17317 czerwca -16 dni 18718 czerwca - 15 dni 20519 czerwca - 14 dni 21420 czerwca - 13 dni 22421 czerwca - 12 dni 23122 czerwca-11 dni 23923 czerwca - 10 dni 24924 czerwca - 9 dni 25725 czerwca - 8 dni 28526 czerwca - 7 dni 3032 7 czerwca - 6 dni 31128 czerwca - 5 dni 31929 czerwca - 4 dni 32830 czerwca - 3 dni 3341 lipca - 2 dni 3452 lipca - 1 dzień 3713 lipca 3834 lipca 4056 lipca 4169 lipca 43511 lipca 44212 lipca 44813 lipca 45415 lipca 46820 lipca 47122 lipca 47725 lipca, południe 48325 lipca, godzina 16.20 488Godzina 17.10 490Godzina 17.28 492Godzina 18.46 499Posłowie 501Bibliografia 502
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plmikr.xlx.pl
|